Z mocnym postanowieniem poprawy, ze świeżym zapasem sił i wiarą w umiejętność przekazania swoich myśli w kierunku nieujarzmionego tłumu, zaczynam po raz drugi zresztą, mą przygodę z wordpressem. Po przeczytaniu uprzednich postów miałam okrutną wręcz ochotę pousuwać wszystko w pisdu, ale ze względu na szacunek dla nielicznej, ale zawsze, grupy czytelników tegoż nie uczynię, choć smuciłam w tychże postach przebrzydle i w związku z tym obiecuję nie smucić. A wręcz przeciwnie z uśmiechem podchodzić do wszystkiego, co mnie spotka, w optymistyczny sposób patrzeć na świat i nie dać się wyprowadzić z równowagi. O!

I co ja w ogóle pierdolę, za przeproszeniem! Toż to zafałszowanie mojego wewnętrznego, rozhuśtanego, obrzydliwie niepoprawnego, nadmiernie używającego słów – chuj, kurwa, pierdolić, zabarwionego surrealistycznym humorem, którego nikt prócz dwóch, w porywach trzech osób, nie jest w stanie ogarnąć i zrozumieć, świata. Przepraszam jeśli rozczarowuję, ale nigdy nie byłam królewną z bajki, grzeczną dziewczynką, tudzież złotą rybką. Nigdy nie potrafiłam spełniać marzeń. Zawsze na przekór, z zaciętą miną, piorunem w oczach. Ci, którzy mnie zaakceptowali, bądź w skrajnych przypadkach pokochali, to szaleńcy, którzy, jak podejrzewam, nie do końca świadomi są konsekwencji swoich czynów, tudzież lubią ryzykowane sytuacje i osoby z pogranicza dorzeczności i poprawności wszelakiej. Co by nie był0, że jestem potworem doskonałym i dziełem szatańskim w pełni ukształtowanym, gdy trzeba podaję pomocną dłoń, w skrajnych przypadkach wykazuję solidarność, potrafię promiennie się uśmiechnąć i pomóc staruszce przejść na pasach, a i czasami udaje mi się coś niezwykle rozważnego i pożytecznego powiedzieć. Zresztą, Ci którzy wiedzieć powinni, wiedzą za co lub po czemu, do mnie przylgnęli. Przewrotnie Ci, którzy nie podołali próbie mego charakteru, nazywają mnie Aniołem Szczodrobliwości, marszcząc się przy tym okrutnie. A mnie ze sobą jest po prostu dobrze, z moją hardością i siermiężnością, z ciętym organem odpowiedzialnym po części za artykulację, dziwactwami i nadmiernie eksponowaną seksualnością. Z czarno-białym snami, gdzie od czasu do czasu, przyjeżdżają czerwone wywrotki i przyfruwają stada różowych Flemingów. Mężczyzną moich marzeń, odkąd po raz pierwszy go ujrzałam, był Czerwony. Ja dla równowagi będę Niebieska, jak Anioł Szczodrobliwości, na którego widok większość śmiesznie marszczy czoła.
Rzucam siebie (sobie?) na pożarcie.

blue