Kocie stany
maj 25, 2008
Mam kota. Najprawdziwszego, ogoniastego, futrzastego kota. Kotę właściwie. Z żółto-zielono-złowieszczymi oczami. Pachnącą granulkami łiskasa i kocim piaskiem. I rozczula mnie owa kota. Kiedy przynosi do łóżka, świeżo upolowaną spod szafy, wściekle fioletową myszę. Kiedy około drugiej w nocy czuję ten “słodki ciężar”(coś między 5 a 7 kilo) na swojej piersi – kota właśnie tam zasypia około drugiej. Kiedy stojąc na parapecie, warczy na wróble. I nawet kiedy ze mną dyskutuje, ukradkiem starając się wymknąć na balkon. Mam kota. A właściwie kotę. Mam kocie stany. Szczególnie dziś odczuwalne. Nie chciałam tak zaczynać pisarko-intymiarskiej praktyki. Chciałam z wielka pompą, fajerwerkami, reklamą na bilbordzie. Chciałam z uśmiechem. Dziś nie potrafię. Mam kocie stany. I wielkie zaszklone oczy. Taki dzień. Takie sobie kocie stany. Ale czułam, że zacząć muszę. Że już czas. Że to właśnie ta niedziela. Pomimo kocich stanów. I jeszcze do tego ona,
Boska Mag(24-05-2008 13:29):
pisz notke Luju! ;P
Przemyślałam i napisałam. Pierwsza, kocia notka dla Mag :*